Bohaterowie

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 17

  Pov Hope

W końcu poszły! Nie to, że nie lubie dzieci, bo je kocham ale no... Bywają męczące.
Siedzimy teraz w ogrodzie i hmmm jakby to powiedziec?
Cieszymy sie chwilą ciszy.
-Harry! Mam pomysł! - Lilly błagam przestań sie drzeć - Idź po gitarę i poćwiczycie razem z Hope - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Nie cierpię jej.
- Świetny pomysł! Idź Harry idź - no tak... To co powie Lilly to potwierdzi Luke. Czego ja sie spodziewałam?

Po 5 minutach brunet wrócił z dwiema gitarami. Jedną podał mi, a drugą ułożył sobie na kolanie.
-No okay. No to "You&I"? - spojrzałam na Harrego pytającym wzrokiem, a on kiwnął twierdząco głową.
Zaczęliśmy grać.
Kiedy skończyliśmy spojrzałam na Lilly i Luke'a, a oni emm
Patrzyli nwłacznia Harrego wzrokiem "miałam/em racje"? Chyba nie chce wiedzieć.
-Jest okay. Zaliczy nam to. - powiedziałam i odłożyłam gitarę - Ja się juz bede zbierać. Jutro szkoła, a jeszcze niczego nie zrobiłam.
-I tak odpiszesz na przerwie - zaśmiała sie Lilly
-No tak... Ale moi rodzice musza widzieć, że cos jednak robie - odpowiedziałam wstając z krzesła
-Odprowadzę Cie - powiedziała Lilly i razem poszłyśmy w stronę drzwi
-No to co? Do jutra precelku
-Do jutra pralinko - odpowiedziała, a ja wyszłam z jej domu.
Skąd te nazwy? Wymyśliłyśmy je jak byłysmy w gimnazjum. Dlaczego? Nie mam pojęcia po prostu to zrobiłyśmy

-Juz jestem! -krzyknęłam i ściągnęłam buty
-W kuchni!
-czesc mamo. Gdzie tata i Matt? - zapytałam wchodząc do kuchni
- czesc córeczko. Chłopaki pojechali do sklepu. Mattowi zepsuły sie buty wiec pojechali kupic nowe - no tak.. Mój brat jest mistrzem w rozwalaniu butów.
- Okay to ja ide do pokoju
- zaczekaj. Zapomniałam sie zapytac z jakiej okazji dostałaś kwiaty od Harrego? - no i sie zaczęło
-ehh.... Chciał mnie przeprosić to tyle
-Tylko tyle?
-tak mamo TYLKO tyle
-No dobrze.... a wybaczyłaś mu chociaż? - podniosła brwi
-Mamooo - przewróciłam oczami - Niech sie troche postara, a teraz przepraszam ale ide zrobić lekcje - powiedziałam i poszła do swojego pokoju.
Pierwsza rzeczą jaką zrobiłam kiedy otworzyłam drzwi było walnięcie sie na łóżko.
Ehhh... Jutro poniedziałek. Bede musiała zaśpiewać przed cała klasa.
Na dodatek z tym idiotą....
Wstałam z łóżka i wyciągałam wszystkie lekcje na jutro.
Błagam, zeby nie było dużo zadania.

Po godzinie skoczyłam wszystko! Włącznie z umyciem sie!
Położyłam sie do łóżka i zaczęłam przeglądać internet. Po krótkiej chwili zasnęłam.  

wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 16

*Lilly*
Było już dość późno, a mimo tego siedziałam na balkonie, trzymając w ręku gorąca herbatę i słuchając muzyki. Uwielbiam siedzieć wieczorami i wpatrywać się w gwiazdy.. Myśleć o swoich planach, marzeniach.. Nagle, z moich rozmyślań wyrwało mnie migające okno, które było widoczne z mego balkonu. Albo mi się przywidziało, albo ktoś w tym oknie stał. Dziwne... w tym samym momencie dostałam wiadomość. Patrze na wyświetlacz telefonu.
Od: Luke
Dobranoc :*
Uśmiechnęłam się pod nosem, sama nie wiem dlaczego i biłam się myślami.
Odpisze.
No to odpisz.
Dlaczego ja się nad tym zastanawiam?
Bo nie możesz się zdecydować. 
"Dobranoc :)" może być?
No mogłaś się bardziej postarać, ale niech Ci będzie. 
Po krótkiej walce z myślami, podniosłam się i weszłam do pokoju. Gdy już gasiłam światło, usłyszałam pukanie do drzwi. Kogo niesie o tej porze?
-Wejść!- mówię głośno.
-Nie śpisz jeszcze?- w pokoju pojawił się Harry z gitarą? Po co mu gitara o tej porze?
-Nie, wchodź. Ej brat? Będziemy śpiewać?- zaśmiałam się.
-Dokładnie tak- powiedział lokaty i wcisnął się na moje łóżko.
Spojrzałam na niego pytająco, nie wiedząc o co chodzi.
-oj no na poniedziałek mamy przygotować piosenkę w parach no i Hope kazała mi się nauczyć "You&I"-odpowiedział.
-Aaa rozumiem, Hope Ci kazała- uśmiechnęłam się.
-Ej młoda przestań, posłuchasz i powiesz czy może być? - zapytał. To taka nasza mała tradycja. Zawsze przed jakimś występem Harry najpierw grał przy mnie, a ja mu szczerze mówiłam czy jest dobrze.
-Jasne, chętnie posłucham. - nie kłamie, przysięgam!
No i brunet zaczął grać. Melodia była spokojna i wpadająca w ucho. No i słowa, były takie ładne.. Co jak co, ale talent to on ma... i to cholernie wielki. Uwielbiam go słuchać. Tak samo, jak Hope... Hmm coś ich jednak łączy. Mój brat, był taki skupiony na każdym śpiewanym słowie.. Gdy skończył powiedziałam mu całkiem szczerze.
-jest idealnie.. Hope się spodoba, możesz mi wierzyć- szturchnęłam go.
Cisza.. nawet mi nie oddał.
-Masz wielki talent Harry. No halo uśmiechnij się chociaż!- Spojrzałam na niego.
No uśmiechnął się, ale tak smutno..
-Mogę zadać Ci pytanie?
-i tak to zrobisz- wzruszył ramionami.
-Myślałeś o niej..gdy śpiewałeś, mam rację? - zapytałam.
- Tak.. Lilly ja nie wiem co mam zrobić, żeby ona mi wybaczyła - pomóż mi proszę. - spuścił głowę.
-Spokojnie coś wymyślę. - będzie dobrze zobaczysz, chyba go trochę uspokoiłam.
- Dzięki.. Lilly?
-Tak?-spytałam.
-Wiesz, że mam najlepsza siostrę?
-A ja najlepszego brata. - serio bardzo go kocham.
-Jutro coś wymyślę, obiecuję- powiedziałam.
-Dobrze, dobranoc młoda- powiedział wychodząc.
W głowie pojawił mi się już mały plan.
-Harry? Występujecie w poniedziałek, prawda?- zapytałam.
-No tak - odpowiedział.
-Britney też ma parę i piosenkę tak?
-jak każdy, siostra co Ty kombinujesz?- spytał Harry.
-nic, dobranoc Harry.
-Dobranoc- zaśmiał się i wyszedł.
Rano obudziło mnie słońce. No dobra nie tylko. Z dołu słyszałam krzyki.
-gdzie Lilly i Hope?? Ciociu gdzie one są?- o słyszę rodzinka przyjechała.
Ubrałam się i napisałam SMS do przyjaciółki, żeby wpadła, bo przyjechały dzieciaki i trzeba je czymś zająć.
Zeszłam na dół i przywitałam się z wszystkimi.
-Lilly! Lilly! - bo Haly nam powiedział, ze Ty nas nie lubis i uciekłaś.. - usłyszałam małą Susan.
- Nie prawda, Harry tylko tak żartuje- zaśmiałam się łaskotając dziewczynkę.
Wtedy rozszedł się dźwięk dzwonka.
-To ja otworze- odezwał się Harry.
*Harry*
Pewnie Luke, pomyślałem. No co? To nie tak, że ja sobie nie dam rady z dziećmi.. po prostu jak ja mam się z nimi bawić to on tez. Poza tym pewnie przyjdzie tez Hope.
- Idę, idę. - krzyknąłem, jak ktoś gwałcił dzwonek.
Otworzyłem drzwi, lecz nie ujrzałem Luka.
-Hej Hope. - przywitałem się.
-A gdzie haczyk? - spytała ciemnowłosa. No nie powiem miłe przywitanie.
- Co się tak patrzysz? Jestem przyzwyczajona, że nie jesteś miły bez powodu- odpowiedziała i weszła.
-Nauczyłem się już piosenki. Możemy dzisiaj przećwiczyć. - zaproponowałem.
-okey, ale potem.
Wchodzimy do salonu gdzie Lilly siedziała z kilkoma dziećmi i słuchała o ich przygodach. Dołączyliśmy do nich i po chwili przyszedł blondyn. I tak minął nam czas do południa. Śpiewanie, tańce, gra w chowanego, ale najśmieszniejsza była gra w wygibajtusa. Nie powiem widok Luka pod moją siostra, Hope i dziećmi był dosyć zabawny.
Rodzina pojechała po obiedzie, a my poszliśmy do ogrodu.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział15

Pov Hope

Godzinę po tym, jak Lilly wyszła usłyszałam, jak ktoś wchodzi do domu. Jest 14 wiec to Matt albo rodzice. Chyba...
-Hope! Jestes!? - Tak... To zdecydowanie głos mojej mamy
-Jestem jestem - oparłam sie o framugę drzwi.
W przedpokoju zobaczyłam Matt'a, Chris'a (jego kolegę), rodziców, Luke'a i ciocie Anne. Jednym słowem tłum.
Kiedy sie rozebrali wszyscy poszliśmy do ogrodu. Spojrzałam na Luke'a, a on pokazał mi dwie huśtawki pod wielkim drzewem. Wiszą tam od zawsze, odkąd pamietam.

Usiadłam na jednej z nich, a Luke na drugiej obok mnie.
-Jak tam randka z Lilly? - poruszałam sugestywnie brwiami
-Było swietnie. Nawet nie wiesz jak sie cieszę, że dała mi szanse - uśmiechnął sie
-Ona Cie lubi Luke. Nie zepsuj tego
-Nie zrobie tego. Zmieniając temat to jak tam Harry?
-Ehh... Ten idiota był dzisiaj u mnie z bukietem róż i gadką o tym, że chce mnie przeprosić. - spojrzałam na niego, a ona zrobił zdziwioną minę.
-Harry kupił Ci kwiaty? Harry Styles kupił kwiaty komus kto nie jest jego matka?
-No tak. Co ty tak zdziwiony? - powiedziałam zmieszana
-No nic.. To po prostu do niego nie podobne... Ale to znaczy, że mu zależy!!!
-Ta jasne - prychnęłam - albo robi sobie ze mnie żarty. Nieważne. Co zamierzasz zrobić z Lilly?
-Chce sprawić, zeby czuła sie przy mnie jak najważniejsza dziewczyna na świecie. Chce jej prawić jej komplementy, dawać prezenty, zabierać na randki.
-Ojeju. Nie znałam Cie z takiej strony - zaśmiałam sie - No nie wierze! Zarumieniłeś sie! - krzyknęłam kiedy zauważyłam czerwone plamy na jego policzkach
-Ugh weź sie przymknij - powiedział zażenowany
-Dobra juz daje Ci spokój Hahha. Chodź programy w wiedźmina - wstałam i skierowałam sie do salonu gdyż tam znajdowała sie konsola.

Po trzech godzinach grania uznaliśmy, że wystarczy na dziś. Teraz siedzimy w kuchni i wysłuchuje bulwersu Luke'a
-Przeciez jego nie da sie zabić! Kto to w ogóle wymyślał!? - juz wam tłumacze. Mój kochamy kuzyn wścieka sie, bo nie umiał zabić wilkołaka. Próbował 7 razy i 7 razy poległ.
-Oczywiście, że sie da. Przeciez go zabiłam za pierwszym razem. - powiedziałam śmiejąc sie z niego
-Ale ty... Nieważne. - powiedział i usiadł obrażony na krześle.
-Oj nie obrażaj sie Lukey - dźgnęłam go w policzek - przestaniesz sie boczyć jak dam Ci nutelle?
-Moze - burknął
- Podeszłam do szafy, wyciągnęłam słoik z niebiańskim kremem i podałam go blondynowi.
- Kocham Cie - powiedział niebieskooki
- Wiem, jak wszyscy
- jak zwykle skromna Hope
-Wiem, że to kochasz - zaśmiałam sie
I tak minął nam czas do 18. Pewnie siedzielibyśmy tak dłużej ale Luke chciał iść do Harrego. Oczywiście próbował mnie namówić, żebym poszła z nim ale jakos nie miałam ochoty patrzeć na jego krzywa twarz. No... Sami wiecie.

Kiedy Luke wyszedł udałam sie do pokoju i położyłam sie na łożku. Wzięłam laptopa i włączyłam mój ulubiony serial "Teen Wolf". Po trzech odcinkach uznałam, że pójdę sie wykapać. Po krótkim prysznicu wzięłam swojej brązowa gitarę i usiadłam na balkonie, który byl połączony z moim pokojem. Usiadłam na krześle i zaczęłam grać "little things". Cholera! Na poniedziałek mam przygotować piosenkę z Harrym! Kuźwa! wyciągnęłam telefon i napisałam do niego SMS.

Do: Harry
Od: Hope xoxo
"You&I" masz ja umieć na poniedziałek.

Weszłam do środka i odłożyłam gitarę do futerału. No dobra... Pora spac.

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 14

*Lilly*

-Hope będę się już zbierać, mam trening, a jeszcze musze pogadać z Harrym.
-chcesz rozmawiać o mnie?-zapytała.
-no tak, o was- odpowiedziałam.
-nie ma żadnych nas!- krzyknęła Black.
-Jeszcze - uśmiechnęłam się tylko i wyszłam.
-Ohhh wal się Lilly!- no nie powiem urocze pożegnanie.

Gdy przechodziłam przez ulicę do swojego domu, myślałam o tym jakby to było, gdyby oni już się nie kłócili.. hmm na pewno nudno. Ale wole ich takich.. takich jak kiedyś.

-Haaaary!- wołałam brata, czas na poważną rozmowę.
-Harry, kretynie gdzie jesteś?!- Cholera no.

Przekreciłam zamek w drzwiach i poszłam na górę. Pukam do pokoju brata, ale nikt nie odpowiada, wiec wchodzę. No nie... leży na łóżku ze słuchawkami na uszach i obżera się żelkami.. jest źle, a nawet bardzo źle.

-mogę?- zapytałam ściągając mu z ucha słuchawkę.
- i tak tu zostaniesz i pewnej strzelisz mi kazanie - prychnął.
-Jak Ty mnie dobrze znasz braciszku!- uśmiechnęłam się do niego.
-Lilly co ja mam robić? Ona mnie nie nienawidzi!-odpowiedział taki zażenowany? Smutny? Wszystko na raz..
-dziwisz jej się?-zapytałam.
-nie, chociaż byliśmy gówniarzami to było strasznie podłe.. - był w okropnym stanie.
-Dlaczego to zrobiłeś?-pytam.
Cisza..
-Harry!
Nadal cisza..
-Dlaczego to zrobiłeś do cholery?!- krzyczę.
-Bo ja.. bo ona.. posłuchaj mnie. Zawsze ja lubiłem, pamiętasz z reszta. A potem pojawiła się Britney... wszystko zepsuła.. Strasznie tego żałuję wiesz? Nie wiem dlaczego to ja "wolałem". Ona jest całkiem inna, może to dlatego tak wyszło? Dałem się wkręcić jak debil. Pamiętam jak Britney mówiła mi, że Hope się nic nie stanie.. będzie się śmiała z tego.
- I to dlatego powiedziałeś jej, że nie chcesz się z nią przyjaźnić i wolisz ta tleniona blondynę? No brawo! Po prostu łeb jak kosmos... nieskończona przestrzeń! - byłam na niego zła. Czasami ma jakieś zaniki mózgu.
- wiem wiem.. Ty mi lepiej powiedz co ja mam zrobić.. - wybełkotał.
-to co przed chwilą. Powiesz jej to i będziesz przepraszał tak długo, aż sobie nie wyjaśnicie. Do tego mam pewien plan.- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Lilly? Co Ty kombinujesz?- spytał Harry.
-chcesz się z nią pogodzić?- zadałam mu kolejne pytanie.
-Chyba niczego innego teraz nie chce..- Dobra nie powiem, zatkało mnie.
-Zagramy trochę nie czysto.. ale w dobrym celu- oj tam mała zemsta nikomu się zaszkodzi.
-co Ty kombinujesz? - ponowił pytanie Harry.
-dowiesz się w swoim czasie- idę na trening. A Ty poukładaj sobie rozmowę z Hope. - tylko nie zepsuj tego. - poprosiłam.
- postaram się. Musze..

sobota, 26 marca 2016

Rozdział13

Pov Harry

Następnego dnia wstałem i pojechałem do kwiaciarni. W domu nikogo nie było a z racji tego, ze jest sobota to Lilly musi byc u Hope. To dobrze przynajmniej Black mnie przy niej nie zabije.... 
Bo tego nie zrobi... Prawda?

- dzien dobry - powiedziałem wchodząc do kwiaciarni - poproszę bukiet białych róż
Za ladą stała starsza pani. Nie nie wiem może miała tak z 60 lat.
-juz sie robi - powiedziała i podeszła do wazonu z kwiatami - to co kochanieńki bardzo nabroiłeś?
- Mozna powiedzieć, ze nawet bardzo. Dawno temu wystawiłem ją dla innej i sprawiłem jej przykrość tak w wielkim skrócie - powiedziałem zażenowany
-Oj.... Biedna dziewczyna. Bedziesz sie musiał chyba postarać co?
- Tak... Bede musiał. - powiedziałem zaopatrzony w okno
Starsza pani podeszła do blatu i zaczęła przygotowywać bukiet
-problem jest w tym, ze ona jest taka nieprzewidywalna i nie mam pojęcia co zrobić -dokończyłem
Kobieta spojrzała mi w oczy i sie uśmiechnęła.
- Zależy Ci na niej. Widzę to w twoich oczach - powiedziała i podała mi bukiet - to bedzie 30 dolarów
- bez reszty - powiedziałem podając jej banknot 50 dolarowy i wyszedłem z budynku.

Nadal skołowany usiadłem za kierownica. Nie sadziłem, ze wyjścia do kwiaciarni namiesza mi w głowie. Wciąż słysze w głowie głos tej kobiety mówiący, ze mi na niej zależy
To prawda głąbie! (Kursywa xD)
Nawet jesli to ona mnie nienawidzi
Chyba po to sie starasz, zeby tak nie było (kursywa xD)
No tak ale..
Nie ma żadnego ale. Musisz przyznać sam przed sobą, ze ci na niej zależy (kursywa)
No wlasnie. Pytanie brzmi: czy to prawda?

Pov Hope

Wlasnie siedziałam na kanapie i oglądałam gwiezdne wojny kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Jezus Maria jest 10 rano! Ciekawe kto moze sie do mnie dobijać? Podeszła do drzwi i je otworzyłam. 
Lilly! Cóż za niespodzianka.
 Poczujcie ta ironię.
- czesc młoda! Sa rodzice? - wlazła do mieszkania
-Nie ma. Ile razy mam ci powtarzać, ze jestem tylko dwa miesiace młodsza? - powiedziałam zirytowana
- tak tak. Matt w domu? - skierowała sie w stronę salonu
- nie. Nocował wczoraj u kolegi.
- co oglądasz? Pewnie Gwiezdne Wojny, Harrego Pottera albo Szybkich i Wściekłych. Mam racje? - uniosła brwi do góry
- po pierwsze to sa moje ulubione filmy i nie powinnaś sie dziwić, a po drugie tak masz racje. Oglądam gwiezdne wojny - usiadłam koło niej na kanapie i wzięłam pilota do ręki.
-błagam no... Zobaczmy gwiazd naszych wina!
-no dobra - wywróciłam oczami - ej zaczekaj! Zanim to włączysz to powiedz mi jak było w kinie z moim kuzynem - poruszałam śmiesznie brwiami, a Lilly wybuchła śmiechem
- Bylo fajnie. Nie sądziłam, ze tak miło spędzę z nim czas - zarumieniła sie
-OOOO RUMIENISZ SIE LILLY! - zaśmiałam sie
-nieprawda!
- cokolwiek - przewróciłam oczami i zaczęłyśmy oglądać film.
Oczywiście płakałyśmy ale udało nam sie doprowadzić do ładu


Po 2 godzinach znowu usłyszałam dzwonek do drzwi. Z racji tego, ze Lilly była zbyt zajęta patrzeniem na Orlando Bloom'a to ja musiałam otworzyć.
Powiem szczerze, ze to co zastałam za drewniana powłoka mnie zaskoczyło.
A mianowicie Harry Styles trzymający bukiet białych róż.
- Hope chciałem z toba porozmawiać i cie przeprosić za wszystko - powiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem
- nie. Jesli myslisz, ze te żałosne kwiatki naprawia te wszystkie lata nienawiści to sie mylisz. - juz chciałam zamknąć drzwi ale skoro juz przyniósł te kwiaty - ale bukiet zatrzymam - powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Gdy sie obróciłam zobaczyłam Lilly oparta o ścianę.
- I bardzo dobrze zrobiłaś. Niech sie chłopak troche postara. Ale patrz. Zapamiętał, ze róże to twoje ulubione kwiaty - mrugnęła i zniknęła w salonie.

Tak... Pamiętał.. Urocze w sumie.
Nie! O czym ty myslisz Hope!? Pewnie wziął pierwsze lepsze z brzegu pff

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć Wam!
Rozdział 13 już za nami!
Następny oczywiście w sobotę :')
 Zapraszamy Was na nasze twittery! NIKA JULKA

wtorek, 22 marca 2016

TWITTER

Cześc wszystkim! <3
Z tej strony Nika!
Ostatnio razem z Julią zastanawiałyśmy się czy by nie założyć twittera dla tego ff.
No ale zanim do tego siądziemy i to zrobimy to pewnie trochę minie, więc możecie znaleźć nas na naszych osobistych kontach :D Pytajcie o co tylko macie ochotę, piszcie do nas o czym tylko chcecie no i te sprawy XD NIKA JULKA


poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 12

*Harry*

Co za kretynka! Jak ona mogła mi to zrobić. Bo co, bo powiedziałem prawdę?

-zabije ją kiedyś! - powiedziałem, już na głos. Strasznie mnie smarkata wkurzyła.
- ej nie przesadzaj dobra? - druga smarkata się odezwała.
-bronisz jej? Nie widzisz co ona mi zrobiła?- zapytałem.
-wsypałeś ją!- odpowiedziała mi siostra.
-co z tego? To byliście tylko wy. -prychnąłem.
-stary, ogarnij się. Wsypujesz ją, a potem się dziwisz- powiedział Luke.
-ehh zawsze trzymacie jej stronę! Odkąd pamiętam!-wkurzyłem się na nich. Zawsze biedna i poszkodowana Hope. Szlak by ją!
-jest moja przyjaciółka! - krzyknęła Lilly.
-jestem Twoim bratem, zapomniałaś?-spytałem.
-nie nie zapomniałam.. i wiesz co? Nie zapomniałam też co jej zrobiłeś! Razem z tą cholerą Britney!
-ona tez nie zapomniała.. -wtrącił Luke.
- skąd wam się nagle na wspomnienia wzięło?- nie rozumiem o co im chodzi.
- Mam dość, że cały czas się kłócicie rozumiesz? Dogryzacie sobie na każdym kroku! Przy każdej okazji! Mam dość rozumiesz, bo dwie osoby, które Kocham się nienawidzą! Wiesz jakie to uczucie? Nie masz pojęcia. A wszystko przez co? A raczej przez kogo? Kiedyś było tak pięknie! Tylko te cholerne klauny! Co Ci strzeliło do tego łba?  Pewnie ta tleniona blondyna Ci kazała? Oczywiście, że tak. Masz z nią teraz jakiś kontakt chociaż? Nie. No tak, takie są na chwile! A Hope? Pomyślałeś o niej? Jak cierpiała? Nawet jej nie przeprosiłeś!- wykrzyczała  mi to prosto w twarz, może i jest nieśmiała, ale jak ma kogoś opieprzyć to robi to perfekcyjnie..
-Harry, jak dla mnie ona ma rację. Pamiętam to wszystko jakby było wczoraj a było tak dawno temu. Przemyśl to sobie- nie wierze. Luke Hemmings przyznał rację Lilly Styles. Trzeba zapisać w kalendarzu.
- a wy co takie świętoszki?!, jesteście tacy sami!
-może i tak. Zastanów się nad sobą. Wrócę za dwie godziny - oznajmiła mi Lilly.
-chodź Luke idziemy do tego kina.- moja mina musiała być bezcenna. Oni razem w kinie? Zabawne.
-narazie- usłyszałem tylko od przyjaciela i poszedłem zmyć to cholerstwo z twarzy.

*Lilly*

Miałam już po dziurki w nosie, tej całej sytuacji. Najchętniej poszłabym pobiegać, ale nie tym razem. Szłam właśnie z blondynem w stronę centrum miasta.
- nie wiedziałem, że umiesz tak głośno krzyczeć- zaśmiał się Luke.
-przestań- również się śmiałam. - Najwidoczniej jeszcze mnie nie znasz- powiedziałam mu.
-wiem i mam nadzieję, że uda mi się to zmienić- matko czy on musi mi to robić.
- Mam nadzieje, ze się pogodzą.- serio, naprawdę bym chciała.
- Ja też.
- Luke nie porozmawialiśmy w końcu.. - musiałam go zapytać. Jestem z tych osób, które muszą wiedzieć na czym stoją.
- no tak, Lilly myślę, że tu nie ma czego tłumaczyć. Myślę, że po prostu mi się podobasz. - posłał mi nieśmiały uśmiech.
- Tak nagle? Harry ma rację, robimy to samo co oni... - właśnie to mnie zastanawia najbardziej.
- Lilly na to nie ma jakiegoś wytłumaczenia, czy planu. To przychodzi tak nagle.- powiedział.
- nie wierze, zawsze jest plan.
-Hej, mała to..
-nie mów do mnie mała. - nienawidzę tego.
- Dobra, hej wielka- zaśmialiśmy się. To nie jest tak jak w siatkówce.
-podobno życie to gra.
- posłuchaj- za wszelką cenę nie przyzna mi racji.
- Racja, masz ustalone zasady, pozycje, strategie, tak?
- no tak, strategia to podstawa. - trochę nie rozumiałam, do czego dąży Luke.
- a co jeżeli, coś nie będzie szło i zmieniacie zawodniczkę?- zapytał.
- no musimy grać, żeby się przystosowała.- odpowiedziałam.
-czyli chwilowo brak strategi, musi wejść w mecz tak? - skąd on tyle wie o siatkówce.
- no tak, masz rację. Gra przychodzi z czasem sama.-chyba zaczynam chwytać.
- widzisz w tej sytuacji jest tak samo.

Dotarliśmy pod budynek kina. Było dość sporo ludzi.
- to jak na co idziemy? - zapytałam.
-mamy do wyboru horror, jakiś dramat i komedie - spojrzał na mnie.
-komedia! - powiedzieliśmy jednocześnie.

I weszliśmy do sali. Film był świetny, nieźle się uśmialiśmy. Było naprawdę fajnie, muszę przyznać, że nie znałam Luka od tej strony. Po jakieś 1,5 godzinie wracaliśmy do domu, wspominając czasy dzieciństwa. To świetne uczucie mieć tyle wspomnień. Po krótkim czasie znaleźliśmy się pod moim domem.
- Dziękuję za fajnie spędzony czas- powiedział Luke.
- ja też, było naprawdę super- uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka w policzek. - do jutra- powiedziałam na koniec i zniknęłam za drzwiami.
- pa. -usłyszałam od Luka.

Weszłam do salonu i ujrzałam Harrego leżącego na kanapie. Był chyba zdołowany, dawno go takiego nie widziałam.

- i jak było? - zapytał.
- Świetnie - odpowiedziałam szczerze, przysięgam.
-czemu my się nie możemy tak dogadywać.. - mruknął mój brat.
- dacie radę Harry- położyłam mu rękę na ramieniu. - musisz się zebrać i pogadać z nią, przeprosić.
- wiem siostra. - podniósł kącik ust.

Kierowałam się w stronę pokoju gdy usłyszałam:
-Lilly, dziękuję, że mnie opieprzyłaś.. to dało mi do myślenia.
-nie dziękuj tylko działaj- uśmiechnęłam się z nadzieją o jego zgodzie z Hope i zakopaniu toporu wojennego, co ja mówię raczej działa..