Bohaterowie

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 6

Pov Lilly 

Zostawił mnie z pustka w głowie i dziwnym uczuciem.. w sercu? Sama nie wiem czy to serce czy żołądek. Co on sobie myśli, że co powie mi coś miłego, przepuścić w drzwiach, pocałuje i co? Po tylu latach wojny pomiędzy nami? Nie, nie, nie.. Ewidentnie coś tu jest nie tak. Pewnie jakiś durny zakład.
"A może nie"
Nie wiem jakim cudem przeszło mi to przez myśl- wkurzałam się na siebie. 
"Podoba Ci się to" 
Nie to nie możliwe.
"A może jednak" 
O zamknij się. Głupie sumienie. 

Jakby tak się dłużej zastanowić, dlaczego się kłóci my nie znajdę jednego powodu. Po prostu jakoś mnie irytuje. Odkąd pamiętam nie mogliśmy się dogadać. To jak z Harrym i Hope. 
"Czekaj, a czy przeciwieństwa się nie przeciągają?"
Zaraz walne sama siebie. 
Nie, muszę z nim pogadać. I z Hope. 

Zorientowałam się, że stoję jak kretynka oparta o ścianę i patrze w sufit. 

-Lilly! Lilly, jesteś tam? - usłyszałam głos mamy. 
-Cholera, zabawki- pacnęłam się w czoło. 
- Juuż idę mamo! - dałam znać, że jeszcze żyje. 

Pozbierałam jakieś pojedyncze zabawki i zeszłam na dół, gdzie doznałam kolejnego szoku. 
- no nie wierze.. -pomyślałam. 

Stoję w swoim ogrodzie i widzę mojego brata i przyjaciółkę śmiejących się z jakiegoś zdjęcia. 
Co za dzień... - pomyślałam.

-no widzisz kochanie weź przykład z brata i zacznij się dogadywać z Lukiem - powiedziała moja mama, która też obserwowała największych wrogów z NY, grzebiących w starych pudłach. 

-Harry, Hope? To wy? Nikt was nie podmienił? - podeszłam do nich. 
- Nie a czemu? - popatrzył na mnie głupkowato Harry.
- Nie nic, Hope z czego tak się śmieliście? - spytałam przyjaciółkę. 
Wręczyła mi zdjęcia dwóch małych, uroczych brudasków z piłką. 
- Harry się śmieje, że musimy zrobić powtórkę. 
Teraz moja mina musiała być bezcenna. Ona to powiedziała? I teraz tak się do niego uśmiecha? 
- Wszystko w porządku? - zapytałam jej. 
- Tak jasne- odpowiedziała zmieszana. 

Co to dzisiaj jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Święta się zbliżają czy co? Nie, przecież dopiero wrzesień.. Nie rozumiem co im wszystkim odbija, albo ja zrzędzę? 

-musimy pogadać- powiedziałam ciszej do Hope. 
- okey jak skończymy, a teraz układaj swoje stare zabawki powiedziała i rzuciła mnie misiem.
- osz Ty! - zaśmiałam się i odrzuciłam zabawkę. 

Robiliśmy porządki aż do kolacji. Wszyscy razem, śmiejąc się. Musze przyznać, że było naprawdę świetnie. 

sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 5

Pov Hope 

Kiedy zjedliśmy obiad ktoś zadzwonił do drzwi. A dokładniej to gwałcił dzwonek. Pewnie to Luke ehh... 

-siema ludzie! - krzyknął mój kochany kuzyn wchodząc z Harrym do salonu, w którym sie znajdowaliśmy

- no cześć - powiedziałam razem z Lilly. 

- pani Emma jest w garażu. Powiedziała, że ty i Harry macie do niej zejść - powiedział wskazując na mnie palcem - a ja i Lilly mamy przynieść stare zabawki ze strychu - dokończył uśmiechając sie jak idiota 

-no Okey - powiedziałam wstając z kanapy 

Pewnie się zastanawiacie dlaczego się nie buntuje Hmmm? Dlatego, że to i tak nic nie da. Mama Harrego i moja mama wymyśliły sobie, że bylibyśmy wspaniała parą. No i takim sposobem zawsze jak każą nam coś zrobić jestem z Stylesem. 

Zeszliśmy razem z zielonookim do garażu gdzie stała jego mama. 

-Dzień dobry Emma - tak.... Kazała do siebie mówić po imieniu 

-Cześć mamo - powiedział Harry.

-Cześć dzieciaki. Musicie wynieść te pudła na podjazd i je posegregować czyli ubrania do ubrań, narzędzia do narzędzi i tak dalej - powiedziała wskazując na stertę kartonów w kacie - jak skończycie to jesteście wolni - powiedziała i weszła do domu 

Nie odzywając się do siebie zaczęliśmy przenosić pudła. 
Po godzinie wszystkie pudła były zostały wyniesione. Teraz tylko je poukładać. 

Podeszłam do pierwszego kartonu i je otworzyłam, zeby zobaczyć co w nim jest. 

Na środku leżała ramka ze zdjęciem, a dokładniej zdjęciem moim i Harrego. Zdjęcie przedstawiało dwoje dzieci ubrudzonych trawa i ziemia. 

Pamiętam ten dzień. Mieliśmy wtedy 7 lat i graliśmy w piłkę. Wtedy się jeszcze nie kłóciliśmy..... 

-co tam masz? - zapytał Harry 

-zdjęcie - powiedziałam wpatrując się w ramkę 

- pokaż - powiedział Harry podchodząc do mnie. 

Wziął zdjęcie do ręki i się uśmiechnął .

-Pamiętam ten dzień. - powiedział nadal się uśmiechając - graliśmy w piłkę i nie mogłaś przyjąć do wiadomości, że przegrałaś- uśmiechnął się do mnie. Nie był to złośliwy uśmiech, do którego jestem przyzwyczajona. Był szczery.... 

- Wcale nie przegrałam był remis - odwzajemniam uśmiech 

- to może go rozstrzygniemy hmm? Co ty na to Black? - powiedział uśmiechając się jak dziecko, które chce zwiedzić ciastka z szafki. 

-Kiedy tylko chcesz Styles - zaśmiałam sie - Ale najpierw musimy dokończyć segregować te kartony 

- no cóż... Twoja przegrana musi poczekać - powiedział loczek. 

- jeszcze zobaczymy - powiedziałam uderzając go żartobliwe w ramie

Pov Lilly 

Gdy Hope i Harry opuścili salon my udaliśmy się schodami do góry. 

-ładnie dzisiaj wygadasz - powiedział niebieskooki 

- Emmm..... Dziękuję? 

Blondyn przepuścił mnie w drzwiach. Co jest? Zachciało mu się być gentlemanem czy jak? 

Weszliśmy do pomieszczenia rozglądając się za tymi zabawkami. Byłoby łatwiej gdyby były w jednym miejscu, a nie porozwalane gdzie się tylko da... No dobra... Trzeba poszukać. 

Podeszłam do wielkiego pudła i je otworzyłam. BINGO! Teraz tylko to znieść 

- Luke! Mógłbyś to znieść na dół? - zapytałam patrząc na niego jak kot z Shreka 

- Dla ciebie wszystko - odpowiedział rzucając mi wielki uśmiech 

-Co Ci się stało? Ostatnio jesteś jakiś... Inny 

-nic się nie stało. Po prostu zauważyłem coś czego wcześniej nie zauważałem - powiedział podchodzą do mnie. Z racji tego, że byłam w kacie nie miałam gdzie uciec 

-Okey..... A co zauważyłeś? - cholera... Przyparł mnie do ściany 

-bardzo dużo rzeczy. Miedzy innymi to, ze jesteś niesamowita - nachylił się nade mną. Kiedy już myślałam, ze mnie pocałuje to jego głowa zmieniła kierunek i pocałował mnie w kącik ust. Odsunął sie ode mnie, uśmiechnął się i wyszedł zabierając ze sobą pudło.

CO TO DO CHOLERY BYŁO ? 


niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 4

*Lilly*

Czy to przypadek? Czy to w ogóle możliwe? Jesteśmy na przedmieściach Nowego Jorku. Miliony miejsc, barów, restauracji.. Ale nie! Musiałyśmy trafić na mojego braciszka i kuzyna Hope! No świetnie.

Gdy zdążyłam zamówić kawę, już było słychać ich krzyki. Postawiłam dwa kubki z wielką ilością kalorii na stoliku.

-Ooo Dziękuję kochana jesteś- ironicznie zawołał Luke.
-O Cześć, nie zauważyłam Cię, ale dla Ciebie tez coś mam.- odpowiedziałam Hemmingsowi.
-naprawdę?-zdziwił się.
Zresztą miny Hope i Harrego wyglądały podobnie.
-Poczekaj chwile. Odwróciłam się, włożyłam rękę do kieszeni i teatralnie pokazałam blondynowi środkowy palec.
-Piątka siostro!- zaśmiała się Hope.

Wiem, że to Ty mnie popchnąłeś na auli.-Wcale nie, po prostu nie umiesz chodzić!- blondynowaty był obrażony jak dziecko.
-Dobra chodźmy coś zamówić- ponaglił go Harry.

Podczas gdy brzydsza część naszego towarzystwa poszła zamówić słodkości, przyjaciółka zaczęła mi opowiadać jak minął jej pierwszy dzień.

-No i wtedy zaczyna coś pieprzyć, że będziemy pracować w parach z drugą klasa! Z drugą rozumiesz?! A wiesz kto jest pupilkiem Smith prawda?! Twój braciszek! Będę miała z nim zajęcia! - była zbulwersowana.
-Pfff!- tak, to mój łakomy brat zakrztusił się kawa.-Jak to z nami? Co Ty gadasz?!  No nie..-jęczał Styles.

-Dobrze, że nie jesteś w muzycznej.- dźgnął mnie w żebra Luke.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze. -odparłam.
-Chodź Lilly zbieramy się.

*Dom Lilly i Harrego*
-To co byś chciała na obiad?- usłyszałam z dołu brata.
-Spaghetti! Albo lazanię, a może zapiekanke?- trudny wybór pomyślałam.
-Wstawiam wodę na makaron, a Ty idź otwórz drzwi, ktoś się dobija.
-Ty otwórz, jestem u góry!- no co ma bliżej.

*Hope*
Matko, ile można dobijać się do ich drzwi. Pewnie żadnemu z nich się dupy nie chce ruszyć. Zaczęłam zirytowana pukać coraz głośniej i mocniej, gdy moja pięść trafiła na coś twardego i to nie były drzwi..
-Black!!- krzyknął czerwony ze złości mój kochany sąsiad.
-Styles!- odpowiedziała nie mogąc pohamować śmiechu.
-Czego chcesz?!- warknął.
-Rozczaruje Cię, ale nie przyszłam do Ciebie, a do Twojej siostry.
-Kto to?-usłyszałam głos Lilly.
-A zgadnij-odpowiedział jej brat.
-O chodź, zaraz będzie obiad, Twoje ulubione Spaghetti - jak ona mnie zna.
-Cholera jasna no! Czy wy się nie nauczycie ustawiać butów w szafce?! Tylko psia dupa muszą stać na środku pokoju?!-jak dzieci.. pomyślałam juz prawie leżąc na podłodze.
-Już Leżysz na ziemii?-teraz Lilly śmiała się z mojego wypadku.
-1:1 mała. - puścił mi oczko Harry.
- Coś Ci wpadło do oka?-zapytałam bruneta.
-Na pewno nie Ty.- burknął.
- O zamknijcie się już! Smacznego życzę!-jak zwykle sytuację opanowała Lilly.

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 3

*Hope*

Weszłam do klasy od matematyki i zajęłam swoje stałe miejsce pod oknem . 
Tak... moją wychowawczynią jest babka od matmy.
Czy mogło być gorzej?
I tu was zaskoczę. 
Mogło! 
Pani Smith jest jedną z najmilszych nauczycieli w tej szkole. No może jest jeden minus. 
Zgadnijcie kto jest jej pupilkiem? 
Harry! Skąd o tym wiem?
Nie ma lekcji, na której nie jest wspomniane jaki on to jest wspaniały. 
Chwilę po tym jak wszyscy zajęli miejsca do klasy weszła nauczycielka. 
- Witam wszystkich po wakacjach.
Czy ona zawsze musi być taka entuzjastyczna? Tak... Musi...
- Dzień dobry pani Smith 
- Zacznijmy od spraw organizacyjnych. W tym roku lekcje śpiewu, zajęcia teatralne i zajęcia taneczne będziecie mieli razem z klasą 3a - nie nie nie nie! - Będziecie w parach. Dowiecie się z kim będziecie na najbliższej lekcji śpiewu.
Błagam nie... 
Klasa tego idioty? Serio? 
Ugh.....
Co ja takiego zrobiłam, że życie mnie nienawidzi?
- Jak będziecie wychodzić to weźcie sobie wasz plan lekcji - wskazała na plik kartek leżących na biurku - Do zobaczenia na lekcji - i tyle ją widziano 

Wstałam ze swojego miejsca, aby wziąć ten nieszczęsny plan lekcji. 
Właśnie chciałam na niego spojrzeć kiedy ktoś mnie zawołał.
- Hey Hope!
- Ooooo! Cześć Jake
Jake jest wysokim brunetem o brązowych oczach. 
Znamy się od podstawówki. Można powiedzieć, że się przyjaźnimy.
- Jak tam u ciebie? Jakaś wakacyjna miłość? - parsknęłam śmiechem kiedy poruszał brwiami w górę i w dół
- Nie. Nadal jestem wierna swojej lodówce
- No tak. Ty i ta twoja miłość do jedzenia z resztą Lilly nie jest lepsza. - pokiwał z rozbawieniem głową
- Ej! Nie oceniaj nas! 
- hahahah dobra Hope ja już lecę. Umówiłem się z kumplami na kręgle
- Jasne jasne hahah. Przyznaj się, że chcesz obejrzeć powtórkę Mody na sukces, a nie 
- Kurde, rozgryzłaś mnie. To cześć Hope! - krzyknął biegnąc w stronę swoich kumpli.
Odmachałam mu i wyszłam z klasy. 

Zaraz zaraz... Czy ja o czymś przypadkiem nie zapomniałam? 
A no tak! Plan lekcji! 
Wyciągnęłam go z kieszeni i..... No nie.... To są chyba jakieś jaja..... Ani jednego dnia bez lekcji ze Styles'em !? 
Ugh no...

Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę bramy. 
Z tego co pamiętam to tam miałam się spotkać z Lilly. Nieważne. Najwyżej zadzwoni.
- Hope! Wreszcie! Jak długo można wychodzić ze szkoły? - krzyknęła Lilly poprawiając swoją torbę
- No sorry no gadałam z Jake'iem  - wywróciłam oczami 
-Ehh... Chodź już. Nie chcę spotkać twojego kuzyna. A poza tym słyszałam, że masz lekcje z Harrym - powiedziała rozbawiona
- A ty skąd to wiesz? 
- Harry mi powiedził - wyszczerzyła zęby w uśmiechu - Kto wie? Może wylądujecie w jednej parze? - poruszała zabawnie brwiami
- Ugh.... Nie strasz mnie - powiedziałam teatralnie łapiąc się za serce - Chodźmy już lepiej do tej kawiarni - pospieszyłam ją

Kiedy otworzyłam drzwi kawiarni zauważyłam, że wszystkie stoliki oprócz jednego są zajęte.
Pobiegłam w stronę wolnego stolika i usiadłam na kanapie w tym samym momencie co Harry
- Wynocha stąd Styles! Byłam tu pierwsza - krzyknęłam wskazują na niego palcem
- O nie cukiereczku, to ja byłem tu pierwszy 
- Jeszcze raz powiesz do mnie cukiereczku to wyrwę ci te twoje loki z głowy - warknęłam
- Hey hey uspokujcie się. Przecież wszyscy się tu zmieścimy  - uspokoił na Luke. A ten co tu robi?
- Nie wierzę, że to powiem ale Luke ma rację. Uspokujcie się - Lilly? Kiedy ona zdążyła kupić kawę? Co oni? Ninja czy jak?
- Dobra - fuknęłam pod nosem 
- Niech będzie - przewrócił oczami Styles 
Kiedyś mu coś zrobię.... Przysięgam!

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 2

Pov Lilly

8:48 

- Cholera jasna spóźnimy się na rozpoczęcie- krzyknęłam zła 

- Podziękuj tej kretynce - burknął Harry 

- Sam jesteś kretynem nie trzeba było się tak stroić i tak żadna Cię nie zechce. 

-Hej dzieci spokojnie. I tak musicie czekać na kuzyna Hope -uspokajała ich mama. 

A no tak. Książę Luke. Zapomniałam o nim.

Wychodzimy na plac szkolny. Ludzi jak mrówek. Jedni w tym kącie, inni w drugim. 

-Ałaaa uważaj- jęknęła piskliwie... królowa mrówek? 

-To lepiej ty uważaj jak łazisz- odezwała się Hope. 

-Tak jak mówiłam Luke uważaj na takie laski- mówiła blondynka. 

W tym momencie moja przyjaciółka wybuchła śmiechem. 

-Luke- zawołała -Wreszcie jesteś. Po czym przytuliła się do kuzyna. 

Blondyn oderwał się od niej po czym zerknął na mnie i wydusił: 

-Hej Lilly. 

-Cześć - odpowiedziałam mu.
-Jak leci? 
-Serio Cię to obchodzi? -prychnęłam.
-Nie, pytałem z grzeczności, gdzie Harry? 
-Tu jestem! -usłyszałam brata. 
-Siema! To co w tym roku zbieramy zespół?-rzucił spontanicznie blondyn. 
-Oh no chodźmy już. 
-Masz rację- odrzekła Hope. 

9:07 
Serdecznie witamy wszystkich uczniów w naszej szkole- z auli słychać było głos kobiety. Pewnie dyrektorka. 
- Szybciej już się zaczęło- braciszek poddenerwowany. 
- Ooo naprawdę?! - sarkastycznie mówiła Hope. 
Wchodzimy całą czwórka do auli. Nagle poczułam pchnięcie z tyłu. Musiałam mocno tupnąć, bo wszyscy zwrócili się w naszą stronę. Wszyscy spaliliśmy buraka. No pięknie super początek nie ma co. Zza siebie słyszałam tylko cichy śmiech Luka. Ughh... Nienawidzę go. Jest taki irytujący, nawet jak nic nie robi. Po kilku przemowach podzieliliśmy się na klasy i każdy poszedł w swoją stronę. 
Wreszcie! 

środa, 23 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 1

POV Hope 

BIP BIP BIP 

Ehhh...No tak...Pora wstawać.
Otwarłam oczy i spojrzałam na zegarek. 6:30, kto wymyślił szkołę na 8:00!? 
Czekaj czekaj. Dzisiaj jest rozpoczęcie roku to znaczy, że mam na 9:00. 

Ugh....No błagam no. O czym ja myślałam, kiedy nastawiałam budzik!? 
Pewnie o Zacu Efronie.... Nie ważne.

Wstałam z łóżka i poszłam, poprawka czołgałam się w kierunku łazienki. 

Może tak od początku?
Nazywa się Hope Black i mam 17 lat, no dobra jeszcze 16 , urodziny mam dopiero w październiku. Mieszkam z rodzicami i bratem w Nowym Jorku. 
Tak tak mam brata. Nazywa się Matt i ma 15 lat. Ehhh.... Okropny wiek. 

Wracając, znajomi mówią, że jestem szalona. Może i mają rację? 
Jestem szczerą osobą co wiążę się z tym, że ludzie odbierają mnie jako wredną. 

Zbytnio mnie to nie obchodzi ups.... 

Moje motto życiowe to "bądź kim chcesz i miej gdzieś opinię innych". Na razie się sprawdza. 
Mam dosyć duże poczucie humoru. Podsumujmy. Jestem miła, a zarazem wredna, szczera, zabawna, walcząca o swoje racje. 

Kwestię mojego charakteru mamy zakończoną, więc może teraz zacznę temat szkoły? 

Chodzę do NY Talent High School razem z moją najlepszą przyjaciółką Lilly.
Jestem w klasie muzycznej, a ona w klasie sportowej. Ale na szczęście nie zmienia to faktu, że mamy razem kilka lekcji. 

Może teraz wróćmy do rzeczywistości.

Weszłam do łazienki i zrobiłam podstawowe czynności. 
Kiedy skończyłam robić makijaż, który składał się z eyelinera i tuszu do rzęs, wyszłam z łazienki i pościeliłam łóżko.

Teraz czas na najtrudniejsze pytanie pod tytułem "W co ja się ubiorę?" Stałam przed szafą i gapiłam się na te ubrania jak wół na malowane wrota. 
W końcu zdecydowałam się na czarne rurki, białą koszulę i czarny sweterek. 
No halo w końcu jest pierwszy września. 
Do kompletu założyłam czarne trampki. 

Kiedy skończyłam się ubierać zeszłam na dół do kuchni, gdzie mama sprzątała po śniadaniu, a tata czytał gazetę.

Ciekawe gdzie jest Matt? A no tak! Przecież ma na 11:00
Skubany...

- Hej wszystkim 

- Cześć skarbie - odpowiedziała mama, która wkładała naczynia do zmywarki.

- Nie musicie mnie odwozić zabiorę się z Lilly - z racji tego, że mój kochany samochód był u mechanika byłam skazana albo na rodziców albo na Lilly.

- Jasne ale pragnę ci przypomnieć, że już 7:40, a znając ciebie to zjesz u nich śniadanie - powiedział tata, który pewnie zjadł wszystkie naleśniki i próbował to ukryć.

-No już już wychodzę no - wzięłam torbę i zamknęłam drzwi. Całe szczęście, że Lilly mieszka po drugiej stronie ulicy. 

Stanęłam na ganku i zapukałam do drzwi. Usłyszałam szmer po drugiej stronie czyli Lilly zdecydowała się ruszyć z kanapy. No ale niestety to nie była Lilly. 
Wiecie kto? Tak! To Harry! Jej kochany braciszek.

- To znowu ty? - powiedział Styles. No nie powiem przywitanie roku.

- Nie marszcz się tak Styles, bo ci tak zostanie. Albo wiesz co? I tak nie może być gorzej niż jest teraz. - powiedziałam z złośliwym uśmieszkiem i przepchnęłam się koło niego.

- Dzień dobry wszystkim! - No co? Trzeba być kulturalnym.

- Dzień dobry Hope - powiedziała pani Emma, która akurat nakładała śniadanie - chcesz omleta skarbie?

- Jeśli to nie problem to poproszę - tak.... podlizywać się też umiem. - Gdzie jest Lilly?

-Powinna być w swoim pokoju.

-Okey, to ja do niej pójdę.

Ruszyłam schodami na górę do pokoju blondi. Weszłam do jej królestwa i co zobaczyłam? Lilly siedzącą wśród rozwalonych ubrań.

- No cześć laska. Widzę, że przez twój pokój przeszlo tornado - powiedziałam kręcąc rozbawiona głową.

- Cicho! lepiej pomóż mi wybrać jakieś ciuchy.

- No już już spokojnie - zaśmiałam się z miny przyjaciółki, która mówiła "Niech ktoś mi pomoże, bo zwariuję"
 
- Ubierz tą sukienkę jest śliczna - wyciągnęłam z szafy białą sukienkę z  czarną kokardą z tyłu.

-Okey poczekaj tu chwilę - wzięła ode mnie sukienkę i znikła za drzwiami łazienki. W końcu po 20  minutach wyszła wyszykowana z łazienki.

 Zeszłyśmy na dół i usiadłysmy przy stole.

- Proszę dziewczynki - powiedziała pani Emma podając na m talerze.

-Dziękujemy 

Kiedy skończyłyśmy jeść włożyłyśmy naczynia do zmywarki.

-Już 8:30!? - wrzasnęła Lilly - Harry złaź na dół!! teraz!!

- No chwila! - krzyknął Harry

- No przecież musi jeszcze poćwiczyć przed lustrem swoje teksty na podryw. Biedny... Nadal myśli, że któraś na to poleci. - powiedziałam wiążąc buty.

-Harry spóźnicie się - powiedziała mama Lilly i tego pajaca.

Nie czekając na księcia Harrego wyszłam na dwór.

Po kilku minutach Lilly, Harry i ich mama wyszli z domu i skierowali się w stronę auta. Wsiadłam z nimi do samochodu i ruszyliśmy. 
Witaj szkoło!

***************************************************************************
Cześć wszystkim!

Witamy Was w pierwszym rozdziale naszego fanfiction!
Mamy nadzieję, że Wam się spodobał będziecie z nami do końca.

Komentujcie!! :')

ZWIASTUN

Cześć wszystkim!
Chciałybyśmy Was zaprosić do obejrzenia zwiastunu naszego fanfiction. Mamy nadzieję, że Wam się spodoba :')
Zapraszamy także na nasze konto na wattpadzie!