Bohaterowie

piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 40

Pov Lilly
 
-Aaaaa! Nie wierzę, nie wierzę, że ro zrobił!- krzyczę przez głośną muzykę do Hope chyba dziesiąty raz dumna z mojego brata.
-Ja też nie.-nawet przez ciemność mogę dostrzec jej uśmiech.
-Powiedziałaś mu też prawda?-pytam.
Cisza. Nie zrobiła tego?
-Hope?- szturcham przyjaciółkę.
-Tak, tak powiedziałam.
Nie powiem, ulżyło mi.
-Tak się cieszę-mówię i przytulam przyjaciółkę.
-Ja też Lilly, ja też. -przyznaje.
-Chodź zatańczymy.-mówię do niej.
-Okay chodźmy-dodaje i idziemy w stronę parkietu.
Tańczyłyśmy ze znajomymi ze szkoły tylko przez kilka piosenek, bo Harry już się stęsknił za Hope.
-Oho-mówię. To ja już sobie idę.-śmieję się.
-Nie idź- mówi Hope, ale widzę ten niemalże błagający wzrok Harrego.
-Taa... ja pójdę poszukać Luke'a czy coś- wzruszam ramionami i idę szukać blondyna.
Gdzie on może być? Zawsze się zapada pod ziemię. Przeciskam się przez tłum spoconych i upitych ludzi, ale nie zwracam na nich uwagi. Przeczesałam już chyba wszystkie pokoje w poszukiwaniu chłopaka i nic. Zaczynam się trochę denerwować więc wyciągam telefon i piszę:
"Gdzie jesteś? Wyszedłeś z imprezy?"
Czekając na odpowiedź zamieniam kilka zdań z ludźmi ze szkoły, niektórych nawet nie kojarząc. Po upływie kilku minut nadal nie otrzymałam odpowiedzi. Przez chwilę chciałam iść do Harrego i Hope, ale nie, nie będę im przeszkadzać. Gdy zamierzam zadzwonić do blondyna, otrzymuję odpowiedź:
"Ogród"
Mam przeczucie, że coś się stało i chyba się nie mylę. Ruszam w stronę ogrodu tak szybko jak to możliwe. Gdy wychodzę na zewnątrz czuje przyjemne, orzeźwiające powietrze. Na murku dostrzegam zarys osoby więc udaję się tam. Podchodzę do chłopaka i nie bardzo wiem jak się zachować, bo prawdopodobnie coś się stało, więc kładę tylko rękę na jego ramieniu czekając na jego reakcję. Jednak nic się nie dzieje.
-Luke?-pytam cicho.
Cisza.
Po chwili odwraca głowę, a ja zauważam siniaka na policzku i zranioną wargę.
-Co do cholery?-mówię zdezorientowana. -Kto Ci to zrobił?- pytam.
-Nieważne-rzuca.
-Odpowiedz mi.-mówię dotykając zranionego miejsca.
-To nie istotne-mówi pod nosem.
-Przestań zgrywać takiego twardziela i mi powiedz co się stało!-mówię głośniej niż zamierzałam.
-Może Ty mi odpowiesz?-pyta.
-Ja?
-Jesteś ze mną tylko dlatego, że Hope i Harry się zeszli? Taki był plan? Pobawić się nami, a potem obie chciałyście nas wystawić?-pyta wstając z murka.
-O czym Ty mówisz?-prycham.
-Więc jak było?-kontynuuje.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi! Znikasz gdzieś, jak do Ciebie przychodzę siedzisz sam z obitą twarzą i jeszcze mówisz jakieś bzdury!-wymachuje rękami.
-Bzdury? A skąd oni niby to wiedzą?-pyta.
-Kto oni?-o co w tym wszystkim chodzi?.
-Dobra jesteś, naprawdę.-kpi sobie.
-Nie wierzę.. kto oni?-pytam.
-Oczywiście, że Jack i Dylan! Wasi najlepsi kumple!-podnosi głos, a ja niedowierzam.
-Że co?!- nie wiem dlaczego to zrobili, ale kłamali! Nigdy byśmy się tak nie zachowały, przecież nas znasz!-mówię i czuję jak łzy zbierają mi się w oczach. Nie Lilly, nie ma opcji, nie rozpłaczesz się przed nim.-dodaje moja podświadomość.
-A dlaczego mieliby?-jest taki zimny.
-Nie wiem, sami mówiliście, że to dupki, może uznali, że będzie zabawnie jeśli komuś coś rozpieprzą. Nigdy byśmy tak nie zrobiły!-krzyczę i patrzę w górę, żeby się uspokoić. Jego wyraz twarzy się zmienia. -I wiesz co? Najgorsze nie jest to, że to zrobili, tylko..tylko, że w to uwierzyłeś, zawiodłam się na Tobie..-mówię.
-Lilly ja..-chyba dopiero teraz zrozumiał.
-Nie Luke, nic już nie mów.-mówię i kieruję się w stronę domu, ale woła za mną.
-Sama przyznasz, że nie jesteście aniołkami..-no nie wierzę. Czy on to na prawdę powiedział?
-Nie bądź śmieszny.-prycham. Nie niszczymy ludziom życia.-dodaje.
-Przepraszam.-mówi i podchodzi.-Nie powinienem był im wierzyć.
-W tę część, że jestem z Tobą tylko dlatego, że oni są razem też uwierzyłeś?-pytam i krzyżuję ręce.
Znowu cisza.
-Otóż nie. Jestem z Tobą dlatego, że Cię kocham.-przyznaję i natychmiast patrzę w ziemię. Gdzie właśnie zniknęło całe powietrze?
Zamiast odpowiedzi, czuje jak podnosi palcami mój podbródek bym na niego spojrzała, a następnie opiera swoje czoło o moje.
-Przepraszam, Cię-mówi.-To ja powinienem powiedzieć to pierwszy. Jednak nic nie mówi tylko delikatnie mnie całuje, jakby właśnie potwierdzał te słowa. Gdy brakuje nam powietrza odrywamy się od siebie.
-Na pewno wszystko dobrze z Twoją twarzą?-śmieję się.
-Jak romantycznie.-dołącza się blondyn.-To nie jest najważniejsze, najważniejsze, że wszystko między nami jest dobrze-mówi i przytula mnie. Natychmiast odwzajemniam uścisk.
-Chodźmy, zanim zaczną nas szukać-mówi Luke.
-Tak chodźmy, ale najpierw trzeba to przemyć-mówię.
-Dobrze-mówi i łapie mnie za rękę.
Idziemy do domu w ciszy, ale przyjemnej. Oboje myślimy o tym co się przed chwilą stało. Gdy wchodzimy do domu wydaje mi się, jakbyśmy wrócili z innego Świata. Kieruję się do kogoś po wodę utlenioną. Po przemyciu chłopakowi ran idziemy w kierunku kuchni, by się czegoś napić. Dostrzegam Hope, która mi macha z ramion Harrego.
-Chodźmy zatańczyć, żeby choć przez chwile poczuć się jak na imprezie-mówię i idziemy na parkiet.
Spędzamy świetnie czas, gdy około 3 stwierdzamy, że powinniśmy się zbierać.
-Jak się bawiliście?-pyta Harry.
-Bardzo dobrze, a Wy?-odpowiadam.
-Tak samo-mówi Hope.
-Ale oni to chyba najlepiej-śmieję się Harry i kiwa głową w stronę zbiorowiska ludzi. Gdy podchodzimy zauważamy spitego Jack'a i Dylana, którzy ledwo co się nie całują przy swoim 'tańcu". Wszyscy dookoła robią zdjęcia i się śmieją, natomiast my po chwili decydujemy się zmęczeni, wrócić do domu. Idę razem z Hope i rozmawiamy, o tym co powiedzą szkolni badboy'e gdy to zobaczą.
-Żebyś wiedziała!- śmieję się. -Mam Ci tyle do opowiedzenia!-mówię do Hope.
-Okay, jutro?-pyta ziewając.
-Jutro-mówię i ponawiam jej czynność.

sobota, 21 stycznia 2017

Rozdział 39

Pov Hope

Kiedy tylko weszliśmy na imprezę Harry od razu pociągnął mnie w stronę kuchni i podał mi czerwony kubeczek z trunkiem. 
-Wow Harry spokojnie - zaśmiałam się kiedy Harry wypił swój napój duszkiem.
-Trzeba jakoś odreagować - wzruszył ramionami 
-Skoro tak uważasz - zmrużyłam oczy - chodź tańczyć.
-Nie! - krzyknął kiedy już miałam wychodzić z kuchni
-Dlaczego? To impreza Harry. Na imprezach się tańczy.
Czekałam na jego odpowiedź kiedy do pomieszczenia wszedł Luke wraz z Lilly.
-Hey Hey gołąbeczki! Widzę, że już wszystko w porządku - wykrzyknął Luke wymachując ramionami jak zdrowo kopnięta małpa.
-No właśnie nie byłabym tego taka pewna - odpowiedziałam sucho i wyszłam z kuchni. 

Poszłam do salonu i zaczęłam tańczyć.
W trakcie 3 piosenki poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.
-Porozmawiaj ze mną Hope 
Odwróciłam się i i spojrzałam w zielone oczy Harrego. 
- O czym chcesz ze mną porozmawiać? O tym, że na początku wszystko jest jak z bajki, a potem zachowujesz się jak skończony dupek? Czy może o tym, że próbujesz mi rozkazywać? - skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej.
Harry pociągnął mnie za rękę w stronę ogrodu. O dziwo nikogo tam nie było.
-Nie chciałem, żebyś wychodziła z kuchni, bo wchodząc tutaj zauważyłem na kanapie Jasona i Dylana. - wzruszyła ramionami.
-Dobrze wiesz, że nie o tą sytuację jestem zła.
- Ja po prostu... ugh... Znam cię tyle lat i wiem, że zawsze chciałaś mieć takiego chłopaka jak Jason. No wiesz, że badboy, a ja taki nie jestem. Myślę, że się po prostu przestraszyłem się tego, że możesz mnie dla niego zostawić. Dlatego tak się wtedy zachowałem. Chciałem się do niego upodobnić, żebyś nawet nie rozważała zostawienia mnie. - podrapał się po karku 
-Jesteś idiotą Styles. - podeszłam do niego i go pocałowałam.
- N-nie jesteś zła? 
-Nie - uśmiechnęłam się - jak w ogóle mogłeś pomyśleć, że cię zostawię? Gdybym chciała mieć takiego chłopaka jak Jason to nie związałabym się z Tobą. Wolę słodkiego i irytującego Harrego a nie jakiegoś kurwia wiesz? 
Patrzyliśmy na siebie przez dobre 5 minut. Utworzyła się wokół nas jaka bańka, której żadne z nas nie chciało niszczyć.
Harry uśmiechnął się i mnie przytulił jak nigdy wcześniej. 
-Jezu jak ja cię kocham 
-C-co ty powiedziałeś? - odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. 
-Kocham cię Hope - powtórzył i złączył nasze wargi 
-Tez cię kocham Harry - uśmiechnęłam się i wtuliłam się w niego jakby był całym moim światem. 
A może był? 


sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 38

Pov Lilly
 
-Okay co to miało do cholery być?!-wrzasnęłam na Harrego.
-O co Ci chodzi?
-Ty jeszcze pytasz?-śmieję się nerwowo.
-Ej wyjaśnijcie to sobie na osobności, chyba, że chcecie, żeby cała szkoła wiedziała.-wtrącił Luke.
-Taa masz rację chodźmy.-powiedziałam i pociągnęłam brata za sobą. -Więc?-pytam i krzyżuję ręce, taki mój dziwny nawyk.
-Więc co?- pyta.
-Błagam Cię nie zgrywaj głupka, bo zaraz..-niedane mi było dokończyć, bo usłyszałam głos Jack'a.
-Proszę, proszę Styles! Co za maszyna!- krzyknął.
-Odpieprz się-warknął Harry.
-Harry w tej chwili mów o co chodzi.-ponaglam go.
-O nich chodzi Lilly.-wzruszył ramionami.
-A co to ma wspólnego z Hope?-zapytałam zdezorientowana.
-Widzieliśmy Was wczoraj! Kawa smakowała?-zaśmiał się.
W tym momencie zrozumiałam o co mu chodzi. Wtedy, w tym sklepie to musieli być oni. Pewnie widzieli jak Jack i Dylan do nas podeszli..
-O to Ci chodzi.. Wszystko Ci wyjaśnię. Siedziałyśmy razem, a oni nagle podeszli i zaczęli rozmowę, nic takiego.-powiedziałam.
-Tak było?-zapytał.
-Tak, dlaczego miałabym kłamać?-odpowiadam.
-Nie wiem, jak Was zobaczyłem..przepraszam.-westchnął.
-Nie mnie przepraszaj, tylko Hope.-trąciłam go w ramię. -Mogłeś sobie to darować wiesz?
-Taa wiem, robienie szopek chyba mamy we krwi.-zaśmiał się.
-Pogadaj z nią, muszę iść. Miłego dnia chłopaki!-pożegnałam się i ruszyłam w stronę swoich zajęć.
 
Już myślałam, że mój brat znowu upadł na głowę, a jest po prostu zazdrosny. Szybko wyciągnęłam telefon i napisałam do Hope:
"Nie martw się ten kretyn jest po prostu zazdrosny. Widział nas wczoraj w Starbucksie."
Wiem, że będzie udawać, że nic się nie stało, ale tak naprawdę pewnie się przejmuje. Szybko dostałam odpowiedź:
"Cokolwiek, dziś wieczorem impreza, idziemy?"
"No jasne"
 
 
*droga do domu*
-Przyjdę do Ciebie o 19, może być?- pytam Hope gdy wracamy z chłopakami do domu.
-Tak jasne, powinnyśmy zdążyć.- mówi.
-Proszę Was, zawsze się spóźniacie.-śmieję się Luke.
-Racja.-przytaknęłyśmy równocześnie.
-Gdzie się wybieracie?-pyta obojętnie Harry.
-Na imprezę.-odpowiadamy.
-Czy Wy zawsze musicie mówić jednocześnie?-pyta. To irytujące.-dodaje.
Szybko złapałam z przyjaciółką kontakt wzrokowy po czym odpowiedziałyśmy razem:
-Musimy.
-A tak naprawdę to chyba poszukam sobie zastępstwa, wiesz w razie gdybyśmy zerwali.-odezwała się Hope.
-A więc o to chodzi. Widziałem Was tam razem i się wkurzyłem po prostu, lepiej jeśli nie będziecie się do nich zbliżać.-powiedział Harry.
-Nic nie zrobiłyśmy.-odpowiedziała Hope. -Do zobaczenia wieczorem Lilly!-pożegnała się i wysiadła.
 
Weszliśmy w ciszy do domu, oczywiście pustego.
"Obiad macie w lodówce, udanego wieczoru, bo pewnie gdzieś wychodzicie, mama xx"
 
-Ona tak na serio?-pyta Harry.
-Mama?-pytam. Wiem, że chodzi o moją przyjaciółkę, ale kocham się z nim drażnić.
-Dobrze wiesz, że nie.
-Nie wiem, porozmawiaj z nią. Idziesz na imprezę?- pytam.
Loczek uśmiecha się i odpowiada:
-Jadę Lilly, jadę.
Podnoszę brew i patrzę na niego.
-Muszę z nią porozmawiać-mówi i bierze makaron do buzi.
-Mam rozumieć, że nie jadę z Hope?-pytam.
-Luke się ucieszy.-śmieję się.
 
Pov Harry.
-Kilka tych czerwonych poproszę.
-Coś poważnego?-uśmiecha się starsza ekspedientka.
-Nie wszystko w porządku, dziękuje.-odpowiadam i płacę.
-Powodzenia!-krzyczy gdy wychodzę.
 
Gotowy, wyjeżdżam nowym sprzętem pod dom Hope. Pukam i widzę ją z szokiem wymalowanym na twarzy.
-To dla Ciebie.-mówię i wręczam brunetce bukiet czerwonych róż.
-Dziękuje.
-Wygląda na to, że jedziemy razem.-mówię.
-Co zrobiłeś ze swoją siostrą?-pyta.
-Zrozumiała.-odpowiada.
-Chodź, w ramach przeprosin zapraszam Cię na przejażdżkę.-mówię i zauważam jak jej oczy się świecą.
-Bardzo chętnie Styles.-uśmiecha się i wyruszamy.
 
Docieramy na imprezę w dobrych nastrojach, dopóki nie zauważam dwójki chłopaków siedzących na kanapie.
 
 
Przepraszamy, że dopiero dzisiaj, ale chcemy Wam życzyć szczęśliwego Nowego Roku! Niech 2017 będzie lepszym rokiem :) ♥

środa, 21 grudnia 2016

Rozdział 37

Pov Hope

Po tej całej akcji z naszymi szkolnymi badboyami (od autorki: Idk jak to się odmienia XD), która nie powiem była całkiem zabawna, wróciłam do domu.
Aktualnie siedzę na swoim łóżku i czekam aż Lilly raczy się u mnie pojawić.
-No siema laska! - oho o wilku mowa
-No cześć. Myślałam, że się nie doczekam
-Oj tam. Idziemy na miasto czy może masz dzisiaj pracę?
-Możemy iść. Przez następne 2 tygodnie nie będę miała zajęć, bo remontują mi salę. W końcu będę miała te cholerne lustra - odpowiedziałam zbiegając ze schodów do wyjścia.
-Mamo wychodzę z Lilly! - krzyknęłam i zamknęłam drzwi nie dając jej odpowiedzieć.
-No to co? Starbucks?
*centrum handlowe - Starbucks*
-Ta kawa jest najlepszą kawą w rankingu kaw - powiedziała z zachwytem Lilly, a zaraz po tym upiła spory łyk swojego napoju.
-Masz racje - zaśmiałam się i powtórzyłam jej czynność.
-Ej Hope! Czy to nie jest Jack i Dylan?
-Kto to jest Jack i Dylan? - zapytałam zdezorientowana.
-Serio? - popatrzyła na mnie z niedowierzeniem na co ja wzruszyłam ramionami - W Jack'a rzuciłyśmy dzisiaj piłką, a Dylan to jego kumpel. - wyjaśniła
-Aaaaaa trzeba było tak od razu - zaśmiałam się
-Idą tutaj. Hope błagam cię trzymaj język za -
-No hej dziewczyny - przerwał jej Jack? Chyba to ten
-Cześć ? - odpowiedziałyśmy niepewnie. No bo halo. Dwóch najgroźniejszych kolesi w szkole do nas zagaduje. Pewnie mają w tym jakiś interes. Tylko jaki?
-Zastanawialiśmy się czy byście nie chciały gdzieś z nami wyjść? Na przykład na wyścigi samochodowe czy coś? - zapytał Dylan
-Wyścigi? - zapytałam ożywiona na co dostałam ostrzegawcze spojrzenie od Lilly. No co ja poradzę, że mnie to kręci.
-Widzę, że podoba ci się ten pomysł mała - Jack uśmiechnął się łobuzersko
-Mała to jest twoja pała skarbie - uśmiechnęłam się złośliwie i obserwowałam jak jego uśmieszek znika.
-Wracając do tematu. To co? Chcecie z nami iść - zapytał Dylan
-Jesteśmy zajęte - powiedziała Lilly i dała mi znak głową, żebyśmy już poszły.
-To nie musi być w ten weekend. Możemy pójść za tydzień - uśmiechnął się Dylan. Ale wiecie to nie był taki miły uśmiech. Tylko bardziej taki złośliwy?
Nie ogarniam tych gości.
-Jej chodziło o to, że jesteśmy zajęte przez kogoś innego i bardziej interesującego - powiedziałam i wstałam od stołu
-Myślałem, że kręcą cię tacy faceci jak my - powiedział Jack z łobuzerskim uśmieszkiem na tej jego przystojnej buźce. No bo trzeba przyznać, że jest przystojny. Brązowe włosy, czekoladowe oczy, zarysowana szczeka. Taaaa zdecydowanie jest przystojny.
- Z tymi "facetami" to bym polemizowała - powiedziałam i razem z Lilly wyszłyśmy z kawiarni.
-Jezus o co im chodzi ? - zapytała Lilly
-Nie wiem ale mi się to nie podoba - zmarszczyłam brwi
-Ta mi tez. Chłopkom też się to nie spodoba. Ej czekaj to nie oni? - wskazała na jakiś sklep sportowy
-Tam nikogo nie ma Lilly - dosłownie tam nikogo nie było.
-Myślałam, że ich widziałam. Musiało mi się przewidzieć.
*poniedziałek - szkoła*
Razem z Lilly i jej chłopakiem staliśmy przed szkołą i czekaliśmy na Harrego.
Rozmawialiśmy o jakiś duperelach, kiedy na parkingu zatrzymał się motor. I to nie byle jako tylko Yamaha YZF-R125 i to czarny.
Boże on jest piękny.
Moje zachwycenie zmieniło się w zdziwienie, kiedy osoba na motorze z niego zasiadła i zdjęła kask.
A tą osobą okazał się Harry.
Z miną "co tu się kurwa dzieje" ruszyłam w jego stronę. Kątem oka widziałam, że moi przyjaciele poszli w moje ślady.
-No Hey mała - Harry objął mnie ramionami wokół talii i mnie do siebie przyciągnął.
Mała ? Co do cholery?
-Harry? Wszystko w porządku? - odsunęłam się od niego na odległość ręki
-No jasne. Niby dlaczego miałoby nie być. Kupiłem motor bo sama mi kiedyś powiedziałaś, że na to lecą laski - wzruszył ramionami i oparł się o swoją maszynę.
-Co? - nie no moja szczęka już dawno dotykała podłogi
- No tak. Trzeba być zabezpieczonym kotku - uśmiechnął się łobuzersko
Czy on mnie nazwał kotku?
Jak Boga kocham za chwile zedrę mu ten uśmieszek z twarzy
-Zabezpieczonym? - zapytała Lilly z niedowierzeniem, która stała za mną razem z Lukiem
-Tak. No wiesz jakbyśmy zerwali to, żebym miał kogoś na "zastępstwo" - zrobił cudzysłów palcami
-Wiesz co Harry? Radzę ci szybciej szukać "zastępstwa", bo ja nie zamierzam umawiać się z dupkiem, którym jesteś - odwróciłam się i zaczęłam przepychać się przez tłum, który zgromadził się wokół nas.

Pov Luke

-Mówiłem ci stary, że to jest beznadziejny pomysł - poklepałem Harrego po ramieniu i ruszyłem w stronę szkoły. 

Rozdział 36

Pov Lilly
 
-Kto to był?!
 
Po jego słowach stałyśmy z Hope jak jelenie w świetle reflektorów. Zamiast coś zrobić patrzyłyśmy się na siebie, oczekując, że odpowiedź sama przyjdzie.
Gdy nagle usłyszałam głos przyjaciółki:
-Emm to były..
-To on!-powiedziałam i skinęłam głową w stronę chłopaka wychodzącego z szatni.
-Tak właśnie, to on w Ciebie rzucił.-powiedziała dumnie Hope i poszłyśmy do szatni.
-Uff co to było!-powiedziałam.
-Raczej kto to był.-odpowiedziała mi Hope.
 
Po krótkiej przerwie zeszłyśmy na dół i skierowałyśmy się w stronę Luke'a i Harry'ego.
-Jak tam?-zapytał blondyn.
-Ja i Twoja kuzynka prawie znokautowałyśmy szkolnego badboya.-zaśmiałam się. Gdybym ja tylko wiedziała...
-Tak, ale na szczęście zwaliłyśmy na niego.-skinęła głową w stronę tamtego chłopaka.
-Czekaj, powiedziałyście, że to był Dylan?-zapytał zaskoczony Harry.
-Nie wiemy jak ma na imię, ale tak chodziło nam o niego.-przytaknęłam.
-Z tego co się orientuję Dylan to najlepszy przyjaciel Jasona...Nie wiem czy Wam na pewno uwierzył.-powiedział z wahaniem Luke.
-Och dajcie spokój co może nam zrobić?-zapytała Hope. Przecież nas nie pobije.- dodała.
-Nie pozwoliłbym mu na to.-wtrącił Harry i objął brunetkę ramieniem.
-Oooo.-powiedziałam uroczo.-Jak romantycznie.-dodałam.
Luke posłał mi dziwny uśmiech, ale nie miałam czasu nad tym rozmyślać, bo zaczynała się druga lekcja.
 
Tym razem mieliśmy gimnastykę. Wierzcie lub nie, ale to całkiem zabawne jak wszyscy chłopcy rozciągają się, a raczej próbują.
Gdy wychodziłyśmy już z sali razem z Hope, prowadząc naszą rozmowę o nowym fanfiction, ktoś zaszedł nam drogę. Tym ktosiem okazał się nie kto inny jak Jason.
-Wiem, że to nie był Dylan.-powiedział, a chytry uśmieszek momentalnie pojawił się na jego twarzy.
-Ta cokolwiek.-powiedziała Hope.
-Radzę Wam nie robić takich rzeczy.-odpowiedział.
-To był przypadek, z resztą co nam możesz zrobić?-zapytałam.
-Daj spokój Lilly, on nic Wam nie zrobi.- nagle pojawił się Luke, stając za mną i oplatając moją talię ramionami.
-Nie byłbym tego taki pewien Hemmings.-znowu dziwny uśmiech pojawił się na twarzy Jasona. 
-Masz pewność, że to nie był Twój kolega?-zmieniła temat Hope.
-Nie. Znam Dylana bardzo długo. Nie zrobiłby czegoś takiego.-odpowiedział.
-Wow, mówisz o tym jak o jakimś przestępstwie.-rzuciłam.
-No właśnie czy to było takie straszne Jason? Zabolało?-dodała Hope. 
-Radzę Ci Luke przyhamuj tą swoją wyszczekaną dziewczynę i jej przyjaciółkę.-zwrócił się do blondyna.
-Uważaj na słowa.-powiedział Luke.
-Dobra chodź Lilly idziemy. Nie będziemy traciły czasu na kogoś takiego jak on.-powiedziała.
-Żebyś tego nie żałowała Hope.-warknął.
-Oo już się boimy.-krzyknęłyśmy, odchodząc pod rękę ze sobą do szatni.
 
 
*szkolny korytarz*
-Stary, co to była za scenka po wfie?
-Nie wiem, Dylan.
-Inaczej załatwiasz takie sprawy.
-Wiem, ale one są jakieś..
-Podoba Ci się, że się Ciebie nie boją?
-Pff, każdy się mnie boi, po prostu są trochę pyskate.
-Przyznaj, że Ci się podoba któraś z nich.
-Nie bawię się w dziewczyny.
-Tak i to dlatego tam z nimi stałeś i pewnie też dlatego ciągle o tym myślisz.
-O co Ci chodzi?
-O to, że któraś z nich Ci wpadła w oko, a Ty nie chcesz się przyznać i o to, że ktoś Ci się postawił.
-A co Tobie się nie podobają?
-Są naprawdę ładne i wydają się fajne, ale stary obie są zajęte.
-Przecież wiesz, że dla mnie to nie problem...

wtorek, 13 grudnia 2016

Rozdział 35

Pov Lilly
 
Właśnie dlatego x należy do zbioru liczb rzeczywistych większych lub równych 4, ale mniejszych od 6. Proste prawda? No jasne. Matma jest prosta dzieci!
-Dla niej wszystko jest takie proste.-powiedziałam z wyrzutem do Hope.
-Co? Emm tak to dziwne, nic nie rozumiem.-odpowiedziała brunetka.
 
Zróbcie te zadania, o które prosiłam! Do widzenia!- powiedziała nasza ulubiona (poczujcie ten sarkazm) nauczycielka.
 
-Noo w końcu!- krzyknęłyśmy równocześnie.
-Black, Styles! Słyszałam to!- krzyknęła nasza nauczycielka matematyki, ale po chwili rzuciła nam promienny uśmiech i się zaśmiała. Miłego weekendu dziewczyny!
-Nawzajem proszę pani!- tym razem odkrzyknęłyśmy jak wzorowe uczennice.
-Więc, co zamierzasz robić w weekend?-szturchnęłam Hope łokciem.
-A ja wiem. Pewnie to co zwykle czyli serial, ff, jedzenie i spanie.-wzruszyła ramionami.-A Ty?-oddała pytanie.
-Podobnie.-zaśmiałam się.
 
Oczywiście, że chodziło mi po głowie pytanie czy nie spotka się z Harrym, ale nie chciałam być wścibska. Pewnie zapytam potem Harrego.
-O nie!-jęknęła Hope.
-Co jest?-zapytałam wyciągając strój na nasz zwykły wf.
-Harry mi właśnie napisał, że ostatnie dwie godziny lekcyjne spędzą z nami.-powiedziała.
-To chyba okay? W końcu to Twój chłopak nie?-zaśmiałam się. O tak, to ten czas na żartowanie z niej.
-Ooo nie Lilly Styles! Przypominam Ci, że Twój chłopak też tam będzie.-poruszyła brwiami.
-To nie jest mój chłopak Hope.-powiedziałam. Przecież oficjalnie nie jest prawda?
-No jasne, Lilly, jasne. Chodźmy jeśli nie chcemy się spóźnić.-pociągnęła mnie w stronę dobrze mi znanej sali gimnastycznej.
 
Gdy weszłyśmy na salę albo mi się zdawało, albo wszyscy przycichli. Wymieniłam z przyjaciółką spojrzenia, ale wzruszyłyśmy tylko ramionami, idąc do damskiej szatni. Pierwsze co nas odrzuciło to mieszanka różnych perfum. Druga rzecz to najkrótsze lub najbardziej obcisłe spodenki niektórych dziewczyn. Nie zrozumcie mnie źle. To nie tak, że źle się dogadujemy z każdą dziewczyną. Po prostu jesteśmy zawsze we dwójkę z naszymi kolegami. Jakoś tak mamy, po prostu.
-Lilly, o co chodzi?-zapytała mnie szeptem Hope, gdy sytuacja sprzed minuty się powtórzyła.
Gdy już miałam jej odpowiedzieć, że nie mam pojęcia, usłyszałam najgorszy, znienawidzony przeze mnie i Hope głos:
-No proszę, proszę.-odezwał się nie kto inny jak Britney.-Kogo my tu mamy?.-kontynuowała.
-O co Ci chodzi?-zapytałam podejrzliwie.
Wyczuwam krótką scenkę.
-Żartujesz sobie?-parsknęła.-O nią.-skinęła głową na Hope.
-A więc słucham.-Hope przybrała naszą pozę: "jak Ci coś nie pasuje, to zaraz to inaczej rozwiążemy"
-Nie udawaj głupiej Black.-syknęła.
-Britney, możesz przejść do rzeczy? Spieszymy się.-ponagliłam ją.
-O Harrego mi chodzi, a o co?!-krzyknęła.
 
W tym momencie wszystko stało się dla nas jasne. Dziwne spojrzenia, milczenie w naszej obecności. Wspominałam już, że mamy z Hope dość dziwne zwyczaje?
Po krzyku Britney, wymieniłyśmy spojrzenia i wybuchłyśmy śmiechem- tak to właśnie my.
-I z czego Wy się tak śmiejecie?- wrzasnęła blondynka.-Jesteście nienormalne!-dodała i wyszła.
 
Dobry humor nie opuścił nas przez całą lekcję. Posyłaliśmy Britney tylko spojrzenia i przed lekcją upewniłyśmy się, że będzie miała doskonały widok na witających się Hope i Harrego.
O ile ją znam, będzie starała się jakoś to odegrać, ale nie to było teraz naszym zmartwieniem. Na koniec pierwszej lekcji graliśmy w koszykówkę, co umówmy się nie jest dobrą stroną Hope, a moją tym bardziej, chociaż gram w siatkówkę, to z kosza jestem beznadziejna. A więc gdy pierwsza lekcja się skończyła i miałyśmy odnieść piłki na miejsce, zamiast tam pójść po prostu je rzuciłyśmy. A wiadomo, że mamy największe szczęście w Nowym Jorku to trafiłyśmy w głowę i plecy szkolnego badboya. Spojrzałyśmy się szybko na siebie, a on nawet się nie odwrócił, tylko krzyknął:
-kto to był?!

-----------------------------------------------------------------------------------
Hey wszystkim ostatnio zastanawiałyśmy się czy jest w ogóle sens ciągnięcia tej historii dalej.
Nie wiemy czy ktoś to wgl czyta więc jeśli znajdą się takie osoby to zostawcie po sobie jakiś znak.

niedziela, 20 listopada 2016

Rozdział 34

Pov Hope 

Bip bip bip 

Ehhhh znowu to samo.
Rok szkolny jest pełen rutyny.
Budzisz się rano.
Idziesz do szkoły. 
Wracasz ze szkoły.
Odrabiasz pracę domową.
Kładziesz się spać.
Czy nie tak to wygląda? 

Przestałam rozmyślać i wyciągnęłam z szafy mój dzisiejszy outfit. 
Zdecydowałam się na czarne rurki i bordowy top. Na to wszystko skórzana kurtka i ideolo.
Z wybranym zestawem poszłam do łazienki, żeby wykonać poranną toaletę. Zrobiłam makijaż i zeszłam na dół, gdzie czekałam na mnie niespodzianka.
Aczkolwiek cała moja rodzinka siedziała przy stole i jadła śniadanie. Uwierzcie mi. To rzadki widok.
-Cześć skarbie. Usiądź i zjedz śniadanie. Mogłabyś odwieźć dzisiaj Matt'a? -  zapytała i wskazała na krzesło, na którym zgaduje mam usiąść.
Przytaknęłam i zabrałam się za jedzenie gofrów.
Między czasie napisałam Lilly SMS, że dzisiaj musi jechać z Harrym.
-Słyszałam od Emmy, że twoje stosunki z Harrym się polepszyły. - spojrzała na mnie podejrzliwie, a ja zaczęłam się zastanawiać co się stało, że zaczęła się tym interesować.
-Tak. Pogodziliśmy się.
-To dobrze. Już myślałem, że do końca życia będziecie się kłócić - usłyszałam głos taty, który spojrzał na mnie znad gazety.
-Ja tam od początku wiedziałem, że się w końcu pogodzicie - powiedział mój brat gryząc gofra.
-Nawet nie wiedz jak bardzo ja i Emma jesteśmy szczęśliwe z tego powodu. Teraz tylko czekać na to, aż będziecie razem - zachichotała.
-Mamooooo skończ błagam... - wstałam od stołu i skierowałam się w stronę wyjścia. - chodź młody, bo się spóźnimy.
Ubrałam superstary i czekałam, aż brat zrobi to samo. Dałam mu kluczyki, żeby wpakował się do samochodu.
-O i tak przy okazji - stanęłam w wejściu do kuchni - Nie musicie czekać. Już jesteśmy razem. - Tak szybko jak to powiedziałam tak szybko znalazłam się w moim aucie. 
-Wiedziałem, że to w końcu nastąpi - powiedział mój brat śmiejąc się.
-Oh przymknij się - zaśmiałam się i pojechałam w stronę szkoły Matt'a.

-Dobra młody wysiadaj - powiedziałam kiedy zatrzymałam się przed budynkiem tortur zwanych przez innych szkołą. 
-Dzięki siostra. O i pozdrów swojego chłopaka - zamknął drzwi i śmiejąc się pobiegł w stronę swoich znajomych. 
-Co za małpiszon. - powiedziałam do siebie (tak wiem to chore) i pojechałam do szkoły.

10 minut później byłam już na parkingu szkolnym. 
Wyszłam z auta i od razu zostałam zaatakowana przez moja najlepszą przyjaciółkę. 
-Wszystko już wiem! Jak mogłaś mi tego nie powiedzieć? Dlaczego ty mi nigdy nic nie mówisz? Wszystkiego muszę się dowiadywać od mojego brata. Hope no! 
-Ej ej Lilly uspokój się - złapałam ją za ramiona, bo znając życie dostałabym w zęby gdyby tak dalej nimi wymachiwała - Chciałam ci to wszystko powiedzieć dzisiaj po mojej pracy ale widzę, że ta plotkara ci już wszystko powiedziała więc - wzruszyłam ramionami.
-O nie kochana. Po twojej pracy idziemy do Starbucks i tam mi wszystko opowiesz! Co do jednego zasranego słowa jasne? - zaśmiała się 
-Lilly przestań zadręczać moją dziewczynę okay? - zza Lilly wyszedł Harry, który od razu do mnie podszedł i mnie objął 
-Ona jest przede wszystkim moją przyjaciółką. Potem dopiero może być twoja dziewczyną jełopie - ahhh ta siostrzana miłość.
-Pozwól siostrzyczko, że o tym decydować będzie Hope - uśmiechnął się i na mnie spojrzał.
-Sorry skarbie ale Lilly ma racje - zaśmiałam się i wyswobodziłam się z jego uścisku. 
Wzięłam przyjaciółkę pod rękę i ruszyliśmy w stronę szkoły. 
-Co mamy pierwsze? - zapytałam blondynkę.
-Matma - odpowiedziała z grymasem 
-No nieeeee

Taaa.... matma to nie jest moja mocna strona.